Kariera
Wojowniczych Żółwi Ninja zaczęła się od zwyczajnego komiksu autorstwa Wojownicze Żółwie Ninja Kevina Eastmana i Petera Lairda. Opowiadał on o przygodach szczura
Splintera oraz czterech żółwi, nazwanych przez niego Leonardo, Michaelangelo, Donatello oraz Raphael. Cała piątka w wyniku działania dziwnej substancji uległa mutacji - zwierzęta stawały się większe, silniejsze, bardziej inteligentne. Splinter, który przeszłość miał związaną z Tang Shen Yoshim - mistrzem ninjitsu, zaczął trenować żółwie, które po wyczerpujących treningach zostały prawdziwymi ninja.
Żółwie wywołały furorę - początkowo za granicą, po jakimś czasie także w polsce (za sprawą nieistniejącej już firmy
TM-SEMIC - wydawcy komiksu). Ich popularność była tak duża, iż postanowiono stworzyć serial z nimi w roli głównej. Kolejny pomysł okazał się następnym sukcesem - gady podbijały serca ludzi (zwłaszcza dzieci). Nic nie stało na przeszkodzie w stworzeniu filmu ściśle związanego z komiksem. W sumie powstało kilka pełnometrażowych dzieł - jedne lepsze, inne zaś gorsze. Mijały lata, wydawało się, że okres świetności Żółwi przemija. Zaskoczeniem okazały się wieści o pracach nad kolejnym filmem pełnometrażowym - tym razem w całości wykonanym komputerowo. 2007 rok okazał się być okresem, w którym Wojownicze Gady powracają i dają o sobie znać - w tych jednak czasach dobry film niemalże musi być odwzorowany również w postaci gry. W tym wypadku akurat (moim zdaniem) nie było z tym problemu - w końcu Żółwie Ninja to bardzo dobry temat, z którego równie dobrze można zrobić bijatykę, co RPG czy przygodówkę.
TMNT - Teenage Mutant Ninja Turtles, bo taki tytuł nosi gra (cóż za oryginalność), w wersji na GBA jest swoistą bijatyką 2D, w której gracz porusza się zwykle w jedną stronę ekranu i niszczy watahy rozwścieczonych przeciwników. Autorzy wprowadzili jednak kilka elementów z gier RPG, które czynią ich produkcję jeszcze ciekawszą.
Bijatyka jeśli chodzi o konsolkę GBA kojarzy się tylko z jednym - bezmyślnym parciem naprzód i niszczeniem po kolei kolejnych przeciwników. W istocie, większość gier z tego gatunku na tym właśnie polega, i tutaj nie jest inaczej. W
TMNT jest jednak coś innego - przerwy pomiędzy kolejnymi poziomami. Otóż przechodząc do następnej planszy przenosimy się do bazy - znanego z komiksów mieszkania żółwi, kanału. Tutaj jesteśmy w stanie obejrzeć trofea zdobyte podczas walki, potrenować na worku treningowym. Istnieje również możliwość wyjścia na powierzchnie, do pobliskich sklepów. Tam zaś jesteśmy w stanie zakupić środki lecznicze oraz dodatkowe bronie, z którymi rozpoczniemy kolejny epizod rozgrywki.

Kadr z najnowszego filmu z Wojowniczymi Żółwiami Ninja. Na pierwszym planie uroczy Michaelangelo
Liczba przeciwników, na których napotykamy się podczas gry jest dość duża - wszyscy dysponują inną siłą i wykorzystują inne techniki walki z nami. Podczas całej zabawy jesteśmy w stanie pokierować poczynaniami czwórki bohaterów - przed każdym etapem można wybrać dwóch z nich, których będzie kierować się podczas boju. Jest to dość wygodne rozwiązanie, bowiem niemal zawsze możemy kierować naszym ulubionym żółwikiem. Warto wspomnieć, że gady różnią się od siebie nie tylko wyglądem, ale także używaną bronią i techniką walki. Donatello wykorzystuje długi kij bo i trzyma przeciwników na odległość, Leonardo korzysta z dwóch mieczy katana, Michaelangelo do pokonywania przeciwników wykorzystuje dwa nunchaku, Raphael natomiast posługuje się dwoma sztyletami sai.

- Tym razem to ty jesteś pragnienie, a ja Sprite™
Nadszedł czas na kilka słów krytyki, czyli wszystkich wad gry. Sam mechanizm walki nie zachwyca - zaledwie kilka combosów na jednego żółwia to stanowczo za mało! Warto by było wprowadzić specjalne ataki dla każdego gada - byłoby to o wiele efektowniejsze niż możliwość wezwania pomocy wybranego przed startem brata, która nie jest aż tak przydatna. Samo pokonywanie przeciwników i - na końcu każdego poziomu - ich większych odpowiedników, bossów, jest nużące - przydałyby się jakieś zadania, misje specjalne. Samo dążenie do pokonania Shreddera i jego Klanu Stopy nie wystarczy, by "dostać kopa" i nie wyłączyć gry po kilku godzinach.
Całą sytuację, w której znajduje się produkcja, ratuje oprawa graficzna. Należy przyznać, iż stoi ona na dość wysokim poziomie. Zarówno sylwetki głównych bohaterów, jak ich przeciwników, wyglądają tak, jakby zostały wyjęte z komiksu. Brawa dla autorów chociaż za to :)
TMNT - Teenage Mutant Ninja Turtles to gra przeciętna, nieco powiększająca i tak szczupły katalog bijatyk na konsolkę Gameboy Advance. Myślę, że fani bezsensownej rzeźni znajdą tu coś dla siebie, jednak ci liczący na coś więcej mogą sobie darować.