Mark Hammond, kiedyś jeden z bardziej znanych bandziorów, skończył ze swoim "zawodem" i postanowił wieść normalne życie razem ze swoją żoną, panią Hammondową oraz z synem Alexem. Sielanka jednak nie trwała zbyt długo - pewnego razu, kiedy żona Marka wyprowadzała swojego syna do szkoły, trzech bandziorów oraz pewna kobieta próbują ich porwać. Pani Hammondowa, w wyniku stawiania oporu, zostaje postrzelona. Nasz bohater niestety dociera za późno na miejsce akcji - bandziory porywają jego syna, żona leży w kałuży krwi. Postanawia wsiąsć w samochód i podążyć za ludźmi którzy, zabili żonę i porwali jego dziecko...
No, tak można w skrócie opisać fabułę gry "GTA-podobnej" - The Getaway. Wg. Autorów gra ta miała być hitem, miała wykorzystywać wszystkie soki z czarnuli oraz mieć wspaniały, filmowy klimat. Na starcie jednak już mogę powiedzieć, że autorzy przesadzili z tym pierwszym, ale już co do drugiego nie mam żadnych zastrzeżeń! O tak, bo filmowy klimat jest tutaj bardzo widoczny i naprawdę jest świetny. Może fabuła nie jest jakaś wymyślna, ale to można wybaczyć. Tę grę istnie "ogląda" się, a nie gra. Kolejną wielką zaletą jest miejsce akcji - wszystko dzieje się w zupełnie realnym Londynie. Autorzy postarali się pod tym względem. Oczywiście musieli "poucinać" co-nieco, ale to nic, Wielkie miasto do eksploracji jest - ponad 50 km kwadratowych. Fakt - to dużo, ale nic w nim nie można robić oprócz zwiedzania. Cieszą takie smaczki jak prawdziwe nazwy samochodów jeżdżących po ulicach, reklamy, prawdziwe sklepy czy restauracje (można nawet znaleźć siedzibę Sony :)). Co mamy dalej?
Misji jest 24. Wcielamy się w 2 postacie - wspomnianego już Marka Hammonda oraz w policjanta Franka Cartera. Gdy misje samochodowe tego pierwszego polegają (często na uciekaniu przed policją i gangsterami), to już do tego drugiego należą typowe dojechania w wybrane miejsce na czas. Misje "z buta" nie są zróżnicowane - mamy tutaj przygodówkę, strzelanke, a nawet znajdą się elementy skradanki czy z zręcznościówki. Wszystko fajne, ale często utrudnić rozrywkę mogą liczne błędy (ludzie i samochody wlepieni w ścianę), niekompetencja wrogów (zdarzają się takie sytuacje, kiedy wróg zupełnie nas nie widzi, a ma nas przed czubkiem spluwy), kończąc na sterowaniu, kamerze oraz animacji bohatera i przeciwników (wchodzenie po schodach woła o pomstę do nieba). Z samochodami sprawa ma się już lepiej - bardzo fajny model jazdy wymaga wprawy, aby w końcu wybrnąć z wpadania w słupy lub inne pierdoły. Sprawa pogarsza się już z efektami kolizji - wyglądają trochę komicznie. Zawodzi ilość broni - mamy pistolet 9mm, policyjny SMG, "Kałach" i Strzelbę, a to stanowczo za mało.
Grafika - z jednej strony detale, detale i jeszcze raz detale, których można szukać (i znaleźć) z wiwiniętym jęzorem. Z drugiej jednak tekstury budynków czy innych większych rzeczy wypadają dość słabo. Postacie wyglądają komicznie - "główny zły" w Getawayu wygląda jak pomarszczony ogórek, natomiast pobity Hammond wygląda jakby miał podrażnienie nosa, a nie siniaki. No, ale te wszystkie bandziory wyglądają klimatycznie. Muzyka. Tutaj nie mam zastrzeżeń - dobry dubbing, odgłosy broni. Czasami przygrywa nam muyzyczka jadąca trochę "psychodelą".
The Getaway jest dobrą grą, jednak ilość niedoróbek strasznie ją osłabia. Polecam wszystkim fanom "GTA-podobnych" gierek, oraz faną dobrych filmów akcji.