Gry na podstawie filmów - powiedzmy sobie szczerze, kojarzą nam się z komercyjnymi crapami lub średniakami. Rzadko wychodzi gra na podstawie filmu, komiksu czy książki, która byłaby super hitem. Coś jednak ostatnio ruszyło się w tej sprawie: można "obejrzeć" takie gierki jak King Kong od Ubi Softu czy też The Godfather od EA. Dzisiaj też opowiem wam o grze filmowej, jednak uprzedzam - nie zrobiło jej żadne EA Games...
The Warriors bowiem stworzył nie kto inny jak Rockstar Games - firma znana chyba każdemu graczowi ze świetnej serii Grand Theft Auto. Dzisiejszą grę zrobił inny odział - Rockstar Toronto, odpowiedzialny za bardzo kontrowersyjnego Manhunta. Dobra, to tak w skrócie. O czym jest The Warriors? O pewnym dość starym (z 1979) filmie, opowiadającym o "nowojorskich" wojnach gangach z późnych lat 70. Czy ktoś z was go oglądał - tego nie wiem, jednak jeśli nie - to nic straconego. Film nie był jakimś kasowym hitem, ale widocznie ekipa z Rockstar Toronto na tyle go polubiła, że postanowiła stworzyć grę na jego podstawie. Czy udało jej się? Hmmm...może powiem tak. Czy kiedykolwiek Ekipie Rockstar udało się coś spaprać?

Fabuła opowiada o jednym z setek gangów Nowego Yorku - tytułowych "Warriorsach". Pewnego razu Cyrus - jedna z większych szych, postanawia zrobić "zebranie" największych gangów z NY i rozkazuje chociaż na moment zaprzestać wojen. Ma wielki plan - chce aby wszystkie gangi połączyły się w jedną wielką organizację przestępczą. Jak to jednak zwykle bywa, coś poszło nie tak - Cyrus zostaje zamordowany i oskarżenie pada na naszych bohaterów, którzy są oczywiście niewinni. Teraz każdy gang poluje na nich, a oni są teoretycznie bez żadnych szans, ponieważ ich "baza" znajduje się 150 km od ich aktualnego miejsca pobytu.
Od razu należy powiedzieć, że twórcy nie pojechali "sztampą" i dodali m.i.n wszelakie misje poprzedzające wydarzenia z filmu (3 miesiące przed), wszelkie misje dodatkowe, które dostaje się od różnych meneli przy naszej bazie, a nawet - uwaga - misje, w których "tworzymy" nasz gang. Jak widać zero "sztampy". Ilość questów umila rozrywkę. Gra jak to "filmowa produkcja" liniowość ma, ale Rockstar wrzuciło nam wiele fajnych elementów, które z pewnością umilą nam obcowanie z nią - malowanie graffiti (zazwyczaj musimy, poprzez zakupiony wcześniej Spray, narysować wg. wzoru literę "W", co jednak nie jest takie proste na gałce analogowej), kradzież radia z samochodu (również śrubki odkręcamy analogiem), okradanie sklepów (najpierw włam do drzwi, a potem rozróba gablot), okradanie meneli. Takich dodatków znajdziemy w grze sporo i to naprawdę cieszy.
Opowiedzmy teraz o najważniejszej rzeczy w grze - o systemie walki. Młucenie frajerów okazało się bardzo przyjemne. Mamy mnóstwo "honorowych" zagrań - poprzez zwykłe uderzenia i chwyty (ciosy są naprawdę różnorakie - karate, boks, a nawet wresling ), Tagowe akcje (Weź przytrzymaj tego ćpuna, a ja go z dyńki Je**e!), oraz wykorzystywanie różnych elementów w lokacji (np. wrzucenie oponenta pod pociąg). To jednak jeszcze nie koniec. Fakt, w grze nie uświadczymy żadnej broni palnej, jednak to nic - posługujemy się bronią białą oraz różnymi przedmiotami otoczenia, których jest naprawdę dużo. Należą do nich m.in. wyrwane deski z gwoźdźmi, baseballe, młoty, patelnie, butelki oraz dziesiątki innych rzeczy. Gdy nie mamy nic pod ręką w obroty pójdą śmietniki, kartony czy pudła. Gra się naprawdę przyjemnie, kiedy w natarciu spotykają się 2 gangi - zadyma jest przednia - jak to twórcy Manhunta. Zero litości dla frajerów. Brutalność jest tutaj nawet większa niż w wyżej wymienionej pozycji, a to dlatego, że przybiera na masie. Bandziorów na ekranie może się zmieścić naprawdę sporo, a animacja przycina się naprawdę sporadycznie.
Teraz powiem coś o klimacie - ci, którzy film oglądali, wiedzą czego się spodziewać i mogą na spokojnie ominąć czytanie tego akapitu. Ci jednak którzy nie oglądali powinni wiedzieć że, akcja dzieje się w późnych latach siedemdziesiątych - oznacza to że występuje tu pewien kicz. Wygląd gangów czasami przyprawia o szerokiego banana na twarzy - jednakowe ubrania, a do tego jeszcze jaskrawe kolorki. Niektóre gangi po prostu wyglądają jak grupy homo, np. Fani Baseballa czy grupa Clownów. I tutaj sprawdza się powiedzenie - "Nie oceniaj książki po okładce", bowiem tacy wrogowie okazują się zwykle bandą psycholi i są trudnymi przeciwnikami. Ale spokojnie - jeżeli ktoś już naprawdę nie lubi tamtych lat, to pocieszeniem okazuje się to, że ogólny klimat tytułu jest mroczny. Brud, smród i totalne ubóstwo to codzienność na ulicach naszych bandziorów - pełno żuli, dilerów czy panienek lekkiego obyczaju. Gra pod tym względem jest naprawdę zabójcza. Warto jeszcze wspomnieć o wspaniałym trybie Multiplayer. Oprócz zwykłych rozrób z kumplem, możemy przechodzić cały tryb Story i wszystkie misje poboczne, a sama kamera wcale nie przeszkadza. Kiedy gracze są blisko siebie kamera widzi wszystko normalnie, natomiast gdy gracze się rozchodzą, ukazuje nam się Split-screen.
Nic jednak nie ma wad. Grafika, jak to z grami od Rockstar bywa, nie stoi na najwyższym poziomie - wygląda prawie tak samo jak w Manhuncie, co oczywiście jest trochę przestarzałe na dzisiejsze standardy. Muzyka ma się znacznie lepiej - w grze znalazł się soundtrack z filmu, a nawet
prawdzwi aktorzy ponagrywali znowu swoje kwestie!
Mamy tutaj najlepszą produkcje na podstawie filmu. Grę polecam wszystkim fanom chodzonych rzeźni w stylu "2 ludzi na 20 - nikt nie wyjdzie stąd żywy" oraz filmu. Naprawdę warto!